Okiem zawodnika. 21.03.2010

Już tradycyjnie postanowiliśmy zamieścić na naszej stronie relację kogoś, kto na naszą imprezę patrzy obiektywnie. Tym razem padło na biegającego u nas poznańskiego triatlonistę: Pawła Bondaruka.

Wiosna ruszyła. I to w jakim stylu. Było błotniście, a w związku z tym brudno i ślisko. Błotko to jednak wielki urok biegów przełajowych. Nie przeszkodziło ono w wybieganiu spektakularnych wyników przez zawodników rywalizujących na trasie trzeciego biegu "I GP Poznania w Biegach Przełajowych". Na jego starcie zgodnie z przedsezonowymi planami pojawiłem się i Ja.

Jako zawodnik jestem wielkim fanem organizatorów tej imprezy. Idealnie trafili w zapotrzebowanie zgłoszone przez regionalnych (i nie tylko) amatorów rekreacji biegowej. Mało jest imprez, gdzie w kilka godzin po zawodach na stronie internetowej mamy do "przeglądnięcia" wyniki, zdjęcia i nawet relację "Okiem Zawodnika", a organizatorzy na forum biegowym domagają się sugestii co do możliwości poprawy. Nie wiem jaka skala ocen obowiązuje w przypadku oceniania biegów, ale daję organizatorom najwyższą notę. Robię to po raz kolejny i w ciemno pozytywnie oceniam przyszłe imprezy. Benek i Szmajchel to nie są goście, którzy pozwolą sobie na obniżenie lotów. Gratulacje także dla wszystkich innych osób, które przyłożyły rękę do zorganizowania tej imprezy, a których nie potrafię wymienić z imienia. Jedno wielkie "Dziękuję" od poznańskiego światka sportowego!

Start odbył się zgodnie z planem. Idealnie rozgrzany i rozciągnięty ustawiłem się w pierwszej linii. Łatwo dało się zauważyć, że brakowało dzisiaj kilku mocnych zawodników. Pojawił się za to mój kolega Maciej Łucyk. Jest to znana postać na poznańskim podwórku i śmiało można było na niego stawiać pieniądze przed startem. Łucyk wygrał ostatecznie z czasem 15:35.
Drugi był Paweł Tarasiuk (z czasem 16:03), który objął teraz prowadzenie w generalce.
Na starcie trafiło się oczywiście kilku zawodników, którzy niestety nie mogą pogodzić się ze swoim miejscem w środku stawki, a korzystając z okazji zwrócę im uwagę: startujemy na hasło "START" a nie na "DWA".

Zostałem lekko zamknięty, ale momentalnie pozbierałem się i zająłem wygodną pozycję na czele grupy. Maciej był przez cały bieg daleko przed nami ,ale grupa goniąca była naprawdę solidna - na pewno kilkunastoosobowa. Wraz z Hubertem Lechniakiem i Michałem Bartoszakiem (no jakbym się nie starał zawsze widzę plecy naszego olimpijczyka z Atlanty) narzuciliśmy niezłe tempo. Przy drugim wzniesieniu sytuacja w ścisłej czołówce biegu była już dość klarowna i musiałem pogodzić się z myślą, że po raz 3 będę za panem Bartoszakiem. Pilnie potrzebuję jakiegoś sponsora na startówki. Moje Pegasusy idealnie trzymały się podłoża, ale niestety nie ważą one 200g.

Pozostałości śniegu sprawiły, że niektóre fragmenty trasy wymagały rozwiniętego zmysłu równowagi, ale napiszę to jeszcze raz: była frajda!
Finiszując w czasie 16:53 udało mi się odeprzeć atak kilku zawodników, którym starczyło sił na finałowy atak.

Moje 5 miejsce to super prezent od powracającej wiosny. Czas odrobinę wolniejszy od życiówki, ale to zwalam na podłoże. Dzięki nieobecności kilku zawodników wskoczyłem na 3 miejsce w generalce - tak tak, za Michałem Bartoszakiem.

Drugi raz - pierwszy na Maniackiej - biegłem w skarpetach CEP i krótkich spodenkach. Chyba się już trochę uzależniłem. Muszę tylko do nich przyzwyczaić opinię publiczną :D.

Do zobaczenia na kolejnej edycji. Niech każdy przyprowadzi kogoś znajomego, a razem osiągniemy nowe pułapy frekwencji. Stwórzmy coś, czego pozazdrości nam reszta biegowej Polski.

Autor tekstu: Paweł Bondaruk vel Foka

Jeśli chcesz poczytać więcej o Pawle
zapraszamy na stronę: bondaruk-triathlon.pl