Okiem zawodnika. 11.02.2010

Po pierwszym biegu z cyklu GP Poznania można było na naszej stronie przeczytać relacje: "Okiem kibica", autorstwa Ani Krysztofiak, teraz poprosiłem o opisanie swoich wrażeń z naszego biegu zawodnika biorącego w nim udział: Wiesława Dąbka.

„Okiem zawodnika” ;-) No nieźle to zabrzmiało, ale zakładając, że wszyscy, którzy dostają numer startowy są zawodnikami to śmiało mogę tak napisać ;-) bo numer startowy miałem i to taki, jaki sam sobie wybrałem ;-) Miało być, 13 ale już ktoś zarezerwował go wcześniej, więc miałem 17 i to z własnym imieniem i nazwiskiem :-) To też jeden z miłych akcentów tego biegu ;-) Niestety oko mam też niedoskonałe, bo biegam bez okularów korygujących wadę wzroku i do tego założyłem okulary przeciwsłoneczne nie mówiąc już o tym, że pot mi oczy zalewał pod koniec biegu ;-) Dobra, ale od początku ;-)

Bardzo spodobał mi się pomysł Piotrków, Bętkowskiego i Książkiewicza na zorganizowanie, GP Poznania i do tego właśnie nad Rusałką. Byłem pewien, że to się uda. To był absolutny strzał w dziesiątkę tym bardziej, że za organizację zabrali się ludzie, którzy biegają i „mają czucie” tego, co robią. Szybko się zapisałem i …niestety nie mogłem wystartować w pierwszym biegu, bo nie było mnie w Poznaniu. Żałowałem szczególnie tej pięknej pogody, jaką mieli Ci, którzy zaliczyli ten start ;-) No cóż jak jest zima to jest mróz, śnieg i wiatr ;-) Jestem pewien, że satysfakcja była wielka.

W drugim biegu wreszcie miałem szansę wystartować. Pogoda była przepiękna, zimowa, 6 stopni mrozu, biało wokoło i przepięknie świecące słońce (w tajemnicy powiem Wam, że wiem komu zawdzięczamy to słońce). Czy mogło być lepiej? ;-) Spoko jeszcze będzie ;-) Biuro zawodów funkcjonowało sprawnie i gdyby niektórym biegaczom nie zabrakło wyobraźni to nie byłoby żadnych problemów. Zachęcam wszystkich do wcześniejszego przychodzenia na zawody, bo wtedy jest okazja spotkania z przyjaciółmi, okazja do poznania nowych, fajnych ludzi. Ja staram się to robić i powiem Wam zawsze mnie to pozytywnie ładuje ;-) a do tego można się napić herbaty, która cały czas jest ciepła, bo stoi na piecu węglowym i się grzeje ;-)

Pogadałem, przypiąłem numer, przywitałem się z przyjaciółmi i na rozgrzewkę ;-) Sprawdziłem jeszcze gdzie jest meta, bo lubię to wiedzieć ;-) Przyjemnie wyglądało otoczenie mety, oflagowanie, depozyt w namiocie Maratonów Polskich. Ludzie się napracowali, ale zabrakło takiego drobiazgu jak narysowana linia mety.

No dobra idę się przebrać i na rozgrzewkę ;-) Otoczenie Rusałki na szczęście jest takie, że biegacze sobie jakoś radzą, ale w przyszłości koniecznie trzeba pomyśleć o toaletach. Bo inaczej grzybobranie będzie już wiosną ;-) Myślę, że jak się pogada z miejscowym leśniczym albo z gospodarzami obiektów Olimpii to problem jest do rozwiązania.

Start – uśmiechnięte radosne twarze ;-) Widać zawodowców (ci uśmiechają się jakby mniej), doświadczonych wyjadaczy, ambitnych amatorów, debiutantów (ci uśmiechają się najbardziej, ale w oczach widać niepewność) i takich, co to chcą tylko zaliczyć jakąś imprezę, bo jest wesoło ;-) Bardzo dobrze, bo dystans jest praktycznie dla każdego i lepiej zaczynać od niego niż od maratonu ;-)

Niestety start opóźnił się o około 10 minut z winy biegaczy, którzy mają kłopoty z wyobraźnią. Powinni dziękować wyrozumiałym organizatorom, że tym razem poczekali.

Na starcie brakowało mi …oznaczenia linii startu. Odliczanie i poszły konie po betonie ;-) Na początku pierwsze zagrożenie – słupki na wysokości przepustu. Ten problem koniecznie trzeba rozwiązać, albo usunąć albo nieco zmienić trasę. Lawina biegaczy ruszyła, każdy chciał załapać się na dobre miejsce w sznureczku biegaczy, bo bokiem ze względu na głęboki śnieg wyprzedzało się bardzo ciężko.

Jednak nikt nie obiecywał, że ma być łatwo ;-) Udało się wyprzedzić trochę ludzi, trochę wyprzedziło mnie aż w końcu zobaczyłem metę ;-) Końcowy odcinek był ciężki, bo śnieg był rozdeptany i bardzo miękki. Czas 22’25” a więc szału nie było mimo to byłem zadowolony i mam pewność, że będzie lepiej ;-)

Za metą znowu uśmiechnięte twarze to znak, że endorfiny zadziałały. Wydaje mi się, że należałoby jeszcze pomyśleć o zabezpieczeniu ostatniego odcinka taśmami, bo rusałkowi spacerowicze często przeszkadzali biegaczom. Serdecznie dziękuję tym, którzy włożyli dużo pracy i serca w organizację tych zawodów, Niestety wrażenie popsuła nieco firma, która robiła pomiar czasu. Czekaliśmy długo i ciągle czekamy na wyniki.
Aha jeszcze jedno. Mam propozycję żeby lider i liderka GP startowali albo w specjalnych koszulkach, które by ich wyróżniały z grona biegaczy, albo żeby ich numery były imienne i w kolorze np. żółtym.

Nie wiem jak Wy, ale ja wrócą na tę imprezę i będę wszystkich znajomych namawiał na ten start.

Autor tekstu: Wiesław "Wiechu" Dąbek